Antropologia po Writing Culture

20 listopada 2009 r., w Instytucie Kulturoznawstwa na Uniwersytecie Wrocławskim, miała miejsce konferencja pt. Nowy idiografizm?. Myślę, że w kontekście rozważań, dotyczącym przyszłego kształtu antropologii za_stosowanej w Polsce warto przyjrzeć się wystąpieniu prof. Dariusza Czai Znaki szczególne. Nowe idiografie. W swoim referacie Czaja przedstawił wizję antropologii „nie-nudnej”, której przedmiotem ma być życie. To antropologia, która nie rości sobie pretensji do naukowości – jest ponad to, odkąd „życie ucieka z tekstu, gdy chce się je uchwycić w systematyczny język”. Czaja przywołał wybrane fragmenty prozy Kantora, Hrabala, Stasiuka, wskazując na ich „antropologiczną wiarygodność”, wobec której „niech sobie scjentyści zęby połamią”. W tym ujęciu antropologia jest literaturą; antropolog eksponuje swoje artystyczne umiejętności; poznanie odbywa się na drodze spotkania (nie koniecznie dialogu), które jest natchnieniem dla artysty-antropologa. Piękna wizja, szczególnie, gdy jest się profesorem antropologii o zacięciu i talencie literackim.

Brzydki i nudny scjentyzm, który tworzył kontrastowe tło dla literackiej antropologii Czai, rzeczywiście istnieje. Funkcjonuje u nas w formie pokracznej i nieco już groteskowej – biorąc pod uwagę wszystkie te zwroty, jakie nastąpiły w nauce od lat 60. XX w. W samej antropologii objawia się poprzez 1) pseudo ilościową metodę badań; 2) w formie zapisu, który sugeruje istnienie neutralnego badacza; 3) w wizji kultury, którą da się opisać jako zamkniętą całość – takich prac powstają tony, pozwalając dziesiątkom czy setkom osób na uzyskanie tytułu magistra, każdego roku. Zupełnie tak, jakby nikt nie przeczytał Wrtiting Culture („WC”) Marcusa i Clifforda (co jest całkiem możliwe, w końcu nikt nie przetłumaczył tej pracy na jedyny i słuszny język). W tym kontekście antropologia opierająca się na natchnieniu… olśnieniu (iluminacja podobno jest zbyt mocnym słowem) może być atrakcyjną, świeższą alternatywą. Niestety tylko dla nielicznych. Gdyby przyjąć wizję Czai za nowy paradygmat, należałoby pozbawić licencji na antropologię wszystkich tych, którzy sprowadziliby ją do grafomanii. Na studia należałoby przyjmować tylko nielicznych, literacko uzdolnionych, których wrażliwość gwarantowałaby regularne kontakty z muzami.
Nie twierdzę aby antropologia nie mogła przybrać takiego kształtu (można powiedzieć wręcz, że Czaja nie powiedział niczego nowego, bo ten rodzaj antropologii jest dość popularny w naszym kraju). Rzecz w tym, że nie może być tylko literaturą. I choć ukochany przez polskich antropologów Clifford Geertz napisał kiedyś, że „tym, co robią antropolodzy, jest pisanie”  należy zwrócić uwagę na to, co poprzedza sam akt „pisania kultury”.

I tu pojawia się problem, bo też w jaki sposób badać świat po zwrocie refleksyjnym/kryzysie postmodernistycznym? Udowodniono nam przecież, że niczego „na pewno” powiedzieć nie można! Prawda stała się abstrakcyjnym pojęciem, konstruktywizm powszechnie uznaną praktyką. Wielu współczesnych antropologów mówi o tym, że antropologia – jeśli nie chce ulec całkowitej marginalizacji – musi się otrząsnąć z postmodernistycznego zwątpienia w swoje możliwości poznawcze. Nie może być literaturą (Zob. B. Knauf).  J. Commaroff twierdzi, że należy zrezygnować z mętnego pisarstwa, hermetycznego języka dyscypliny, niedopowiedzeń odnośnie metody zbierania danych – jeśli chcemy, aby masze badania mogły być czytelne dla przedstawicieli innych dyscyplin nauki, ale także dla tych, którzy nie przeszli kursów w zakresie antropologii. Problem jednak w tym, że przyjmując te wytyczne, łatwo jest uwikłać się w scjentyzm, o którym mówi Czaja.

George E. Marcus w artykule The End(s) of Ethnography wskazuje, że po „WC” nastąpił ferment, z którego nie wyłoniły się żadne, obowiązujące dla całej dyscypliny, dyrektywy dotyczące tego, czym ma być antropologia we współczesnym świecie; w jaki sposób prowadzić badania etnograficzne, tak aby nie popełniać błędów sprzed „WC”. Aby wygenerować nowe podejście Marcus stworzył Center for Ethnography na University of California, podobną funkcję ma spełniać powołane do życia przez Rabinowa na Berkeley Anthropology of the Contemporary. Do projektu Marcusa odniosę się jeszcze w następnym poście.

Antropologia, która ucieka w abstrakcję; stanowi impresję badacza-artysty na temat świata; jest tekstem, raczej nie może stanowić podłoża dla antropologii stosowanej (chociaż kto wie:). Naiwny scjentyzm może być krzywdzący dla samych badanych. Podobnie jak Marcus uważam, że przyszłość tkwi w słowie „collaboration”.

Advertisements

Informacje o Katarzyna Wala

Jestem antropolożką, animatorką kultury, badaczką jakościową i trenerką. Obecnie piszę rozprawę doktorską z zakresu etnografii sensorycznej (UWr.). Od 2009 r. współtworzę projekt Fonosfera - antropologia zmysłów; zajmuję się również badaniami marketingowymi.
Ten wpis został opublikowany w kategorii antropologia stosowana i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s