Antropologia w wersji POP

Koronka z Koniakowa

Mniej więcej 10 lat temu Robert Borofsky poszukiwał adekwatnej nazwy dla serii wydawniczej, która miała ukazać się nakładem University of California Press. Tak powstała Public Anthopology. Choć dopiero w artykule z 2000 r. Public Anthropology: Where to? What next? Borofsky nadał jej konkretne znaczenie. Antropologia publiczna, według jej twórcy stanowi odmianę antropologii społecznie zaangażowanej, ze sporymi ambicjami do tego, aby uczynić antropologię głosem w debacie publicznej. Celem Borofsky’ego jest wygenerowanie takiej antropologii, która zajęłaby się realnymi problemami grup mniejszościowych, a nie tylko tymi, które zdają się istotne w ramach dyskursu akademickiego. Jego zdaniem sami antropolodzy (głównie ci związani z Uniwersytetami) doprowadzili do swojej nie-obecności w przestrzeni publicznej; poprzez zajmowanie się „marginaliami”, przyczynili się do marginalizacji całej dyscypliny. Hermetyczny język, wąska specjalizacja (bo przecież rodzajów antropologii jest tyle prawie, co samych antropologów) sprawiają, że nawet naszych tekstów nie czyta się. Cała sytuacja jest paradoksalna, gdyż określenie „antropologia” pojawia się w ramach różnych dyscyplin. Borofsky nazywa to zjawisko Anthropology without Anthropologists.

Czy to wszystko nie brzmi jakoś tak… znajomo?

Z antropologią publiczną największy problem mają przedstawiciele antropologii stosowanej. Ich zdaniem antropologia Borofsky’ego stanowi zbiór starych już twierdzeń ubranych w nową formę. Mervill Singer w artykule Why I am Not a Public Anthropologist wskazuje na dwie rzeczy:

  • Przedstawiając antropologię publiczną Borofsky zignorował cały dorobek antropologii stosowanej.
  • Borofsky przyznał publicznej antropologii wyższy status, uznając ją za bardziej teoretyczną od antropologii stosowanej, która – jego zdaniem – zajmuje się jedynie rozwiązywaniem konkretnych problemów.

Singer uważa, że antropologia publiczna może być raczej poddziedziną antropologii stosowanej [2000: 6]. Skąd ten atak? No cóż po wielu latach potępiania, w końcu nastała „koniunktura” na antropologię stosowaną. Podczas gdy może w końcu wypłynąć w pełnej glorii, jej miejsce stara się zająć antropologia publiczna. Sam Borofsky przyznał, że w momencie, w którym podejmował decyzję o nazwaniu serii wydawniczej, świadomie zrezygnował z określenia „antropologia stosowana” obawiając się negatywnych konotacji, jakie mogłoby ono wnieść. O samych różnicach i podobieństwach antropologii publicznej i stosowanej można przeczytać w pracy Public Anthropology. A Personal Perspective. Choć myślę, że całe to zamieszanie można skwitować słowami Borofsky’ego: Public anthropology, applied anthropology, whatever. Who out there, beyond discipline, really cares? Trudno się z tym nie zgodzić.

Koronka z Koniakowa

Myślę, że ciekawą kwestią poruszaną w ramach publicznej antropologii jest popularyzacja dyscypliny, nie tylko poprzez podejmowanie ważkich społecznie kwestii. W tym miejscu – przynajmniej w moim mniemaniu – projekt Borofsky’ego jest zbieżny z projektem Humbugizacji antropologii Marka Pawlaka i Łukasza Michonia [jetem ciekawa, czy się ze mną zgodzicie (:].

Hoombugizacja antropologii ma przecież na celu (pokazywać/przedstawiać/odgrywać) mówić/pisać o kwestiach i problemach nam współczesnych w sposób równie nam współczesny, popularny i atrakcyjny.

Zdaniem Michonia i Pawlaka antropologia może zaistnieć w szerszym kontekście poprzez Intermedialność:

To nic innego jak realizowanie projektów antropologicznych symultanicznie na wielu płaszczyznach. Poza znanym nam już dobrze poziomem tekstu naukowego, powinniśmy również zwrócić uwagę na przestrzenie, zdawałoby się banalne, przestrzenie popularne w odbiorze, innymi słowy na przestrzenie multimedialne. Zatem wspomniana intermedialność tekstu to łączenie słowa pisanego z obrazem i dźwiękiem, co w konsekwencji tworzy sieć wzajemnych powiązań i odwołań – swoisty hipertekst, tyle że multimedialny. I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o przekazy filmowe, relacje fotograficzne – same w sobie są nam przecież doskonale znane. Ważne jest to jak zostaną one wykorzystane, w jaki sposób podane „popularnemu” odbiorcy. Nie musi to więc być tylko wystawa muzealna czy fotograficzna w zamkniętej przestrzeni galerii sztuki,. Przecież równie dobrze możemy do tego wykorzystać siłę i magiczną moc Internetu. Czy bowiem znany nam wszystkim serwis youtube.com nie zdaje się być skuteczniejszym w przekazie aniżeli sam tylko tekst pisany, który swoją drogą być może odchodzi do lamusa?

Według mnie projekt Dzieło-działka stworzony i realizowany w ramach Muzeum Etnograficznego w Krakowie, stanowi doskonałe „ucieleśnienie” tego postulatu.

Advertisements

Informacje o Katarzyna Wala

Jestem antropolożką, animatorką kultury, badaczką jakościową i trenerką. Obecnie piszę rozprawę doktorską z zakresu etnografii sensorycznej (UWr.). Od 2009 r. współtworzę projekt Fonosfera - antropologia zmysłów; zajmuję się również badaniami marketingowymi.
Ten wpis został opublikowany w kategorii antropologia stosowana, humbugizacja antropologii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s