Granice stosowalności

Głos Kamila Pietrowiaka (I rok mgr):

Podejście do zastosowania wiedzy antropologicznej w dyskursie/świecie pozanaukowym zdaje się być określone przez granice owej stosowalności wyznaczone każdorazowo przez osobę, która albo wykorzystuje tę wiedzę w taki czy inny sposób, albo jedynie odnosi się do podobnych działań. Zakres możliwych wyznaczonych przez owe granice reakcji rozciąga się od zaciekłego podważania zasadność jakiegokolwiek praktycznego angażowania się antropologii w życie społeczne czy polityczne, aż do zupełnego i emocjonalnego zaangażowania się w konkretne wykorzystywanie jej teoretycznych i metodologicznych narzędzi. Najlepszym sposobem przekonania się o swoim własnym zdaniu na temat podejmowanych tu zagadnień, będzie zatem określenie granic, których samemu nie chciałoby się przekroczyć podczas takich czy innych działań na polu praktycznej antropologii. Kiedy próbuję określić, co wyznacza je w moim przypadku, dochodzę do wyraźnej i nieustępliwej myśli: Podstawowym problemem antropologii stosowanej nie jest dla mnie postulowane przez nią zastosowanie wiedzy antropologicznej, lecz stosunek danego badacza do osób i grup, z którymi i nad którymi pracuje, to on bowiem, nie zaś powzięte z góry plany i założenia, warunkuje jakość zebranych w terenie danych oraz ich ewentualne praktyczne wykorzystanie. Podobną myśl doskonale wyraża Anna Wyka:

Uważam, że dziś najbardziej jest nam, jako badaczom, potrzeba umiejętność kontaktu, zdolność do kontaktowania się z innymi i rzeczywistością, którą to zdolność możemy w sobie świadomie wypracować, o ile potrafimy czynić użytek z czujności i serdeczności. Jeśli, z kolei, umiejętność kontaktowania się będziemy w sobie rozwijać, to odzyskamy zdolność teoretyzowania. Ale będzie to już inna «teoria», powstająca w ścisłym związku z otoczeniem [1].

Pozwolę sobie dopowiedzieć, że owa umiejętność kontaktowania się pozwoli nam – być może – rozwijać w sobie także zdolność działania – działania w ścisłym związku z teorią i otoczeniem.

Granicę stosowalności antropologii stanowiłby dla mnie szacunek dla osoby zaczepionego „w terenie” i poproszonego o rozmowę człowieka, a co za tym idzie – szacunek i uznanie wolnej woli ludzi, dla dobra których miałbym podejmować uwierzytelnione zdobytą wiedzą działania. Każde zatem działanie, które miałoby na celu zmianę sytuacji życiowej danych jednostek czy grup – bo mówiąc najogólniej, takie właśnie założenia zdają się przyświecać zwolennikom antropologii stosowanej – winno być z nimi szczegółowo przedyskutowane, co pozwalałoby na ustosunkowanie się ich samych do sformułowanych przez badaczy potrzeb, problemów i ich rozwiązań oraz na jasne podjęcie decyzji co do ewentualnych dalszych działań, za które sami gotowi byliby wziąć odpowiedzialność. Tak rozumiane zastosowanie antropologii (teoria – metody – wspólne wnioski – wspólne bądź samodzielne działanie) mogłoby mieć miejsce jedynie w dwóch przypadkach: w przypadku zgody członków opisywanej przez etnografów grupy na dalsze działania służące już nie tyle samemu jej opisowi, lecz jej szeroko pojętemu rozwojowi oraz w przypadku, gdy grupa ta sama zwróciła się do badaczy o pomoc w rozwiązaniu odczuwanego przez nią problemu, czy też w organizacji określonych działań. Podejście takie nie zwalniałoby jednak z odpowiedzialności uczestniczących w danym projekcie etnografów, pozwoliłoby jednak uniknąć sytuacji, w których niezadowolona z efektów owych działań społeczność obwiniałaby ich za wszelkie nieprzewidziane trudności i niepowodzenia. Wszelkie natomiast działania, które nie byłyby skonsultowane z objętą badaniami jednostką czy grupą, w imieniu której miałyby być one podjęte, musiałyby z konieczności obciążyć jednoznaczną i pełną odpowiedzialnością inicjujących je i kierujących nimi etnografów, co odbierałoby także podstawy wyrażanego przez nich niezadowolenia z braku zainteresowania i chęci współpracy ze strony osób, które z założenia miały być głównymi bohaterami i samodzielnymi podmiotami rozpoczętego w ich interesie przedsięwzięcia. Tylko i wyłącznie w odniesieniu do takich sytuacji zgodziłbym się z twierdzeniem Sola Taxa, według którego antropolog bierze odpowiedzialność za życie konkretnych ludzi, dlatego musi być przygotowany na radzenie sobie z różnorodnymi problemami, także z własnym rozczarowaniem i frustracją. I raczej nie może obwinić innych (prócz siebie samego) za niepowodzenia.

Obwinianie się bowiem za wszelkie niepowodzenia, w przypadku gdy są one skutkiem świadomego działania podejmujących je ludzi, byłoby według mnie traktowaniem tychże ludzi jako osób całkowicie nierozumnych i nieodpowiedzialnych, co podważałoby zarazem ideę współpracy przy wyciąganiu wniosków ze zgromadzonych wspólnie danych jak również wynikającego z owych wniosków współdziałania.  Wspomniane wyżej nieporozumienie i rozczarowanie, wynikające z nieuwzględnienia opinii grup objętych zastosowaniem wiedzy antropologicznej i do złudzenia przypominające uczucia kogoś, kto nie jest w stanie zrozumieć, że dany przez niego prezent nie spodobał się osobie, która została nim obdarowana, prowadzić mogą do bardzo zaskakującego i niepokojącego zarazem pytania: Czy aby na pewno to właśnie badana i zachęcana do działania społeczność, musi – z pomocą etnografów/antropologów – poradzić sobie ze swoimi nierozwiązanymi dotychczas problemami? Czy nie jest przypadkiem tak, że to borykający się z problemami zatrudnienia czy braku perspektyw absolwenci etnologii, antropologii czy animacji kulturowej nie próbują rozwiązać ich za pomocą uczestniczenia w różnego rodzaju programach i projektach mających na celu wsparcie i rozwój określonych grup społecznych i zbiorowości lokalnych?

Pytanie to nie jest bynajmniej zarzutem wobec wykorzystujących podobne okazje absolwentów etnologii – jestem pełen podziwu dla osób, którym udaje się tak dobrze orientować w dzisiejszym rynku pracy. Chodzi tu o coś zupełnie innego, a mianowicie o to, że pewna część tego typu działań zdaje się mieć na celu nie tyle rzeczywiste, czyli odpowiednie dla danej rzeczywistości dobro osób, które w owej rzeczywistości funkcjonują, lecz raczej dobro zadowolonych ze znalezienia pracy antropologów/animatorów/społecznych aktywistów, którzy czym prędzej zabierają się do zmieniania i urozmaicania życia tych pierwszych, zapominając przy tym, aby zapytać ich o zdanie. Antropologia stosowana opierając się na tego typu działaniach wykluczałaby zarówno swój naukowy charakter, który rozumiem jako rzetelne podejście do badań mających na celu zebranie dostatecznej ilości wiadomości na temat systemu wartości, potrzeb i problemów opisywanej grupy, jak również swoje praktyczne zaangażowanie, które nie tyle ulepszałoby świat konkretnych ludzi, co raczej narzucałoby im świat, który jest im zupełnie obcy, niezrozumiały, niepotrzebny. Pozostaje nam tylko wierzyć, że będzie zupełnie, ale to zupełnie inaczej.

1. Anna Wyka, Czujnie, serdecznie, bez złudzeń czyli kilka uwag o statusie i roli badacza społecznego, „Kultura Współczesna”, 1994, nr 1, s. 59.

Reklamy

Informacje o Katarzyna Wala

Jestem antropolożką, animatorką kultury, badaczką jakościową i trenerką. Obecnie piszę rozprawę doktorską z zakresu etnografii sensorycznej (UWr.). Od 2009 r. współtworzę projekt Fonosfera - antropologia zmysłów; zajmuję się również badaniami marketingowymi.
Ten wpis został opublikowany w kategorii antropologia stosowana, etyka i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Granice stosowalności

  1. Pingback: Antropologia za_stosowana – podsumowanie « antropologia za_stosowana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s