Antropologia za_stosowana – podsumowanie

Opublikowany kilka dni temu tekst Celiny Strzeleckiej zakończył serię „Głos w sprawie antropologii stosowanej”. Muszę przyznać, że teksty studentów dały mi sporo do myślenia. Ci wszyscy, którzy przebrnęli przez te 17 prac, na pewno dostrzegli, że wiele jest w nich słów krytyki, zarówno w stosunku do antropologii akademickiej, jak również wobec antropologii stosowanej; pojawiło się też sporo gorzkich słów na temat systemu nauczania, a także odnośnie samego fakultetu. Podczas naszego ostatniego spotkania w semestrze zimowym odniosłam się do tych prac, w końcu, jako prowadząca zajęcia, zostałam wywołana do tablicy. W tym poście postaram się zreferować swojej stanowisko.

KRYTYKA ANTROPOLOGII AKADEMICKIEJ

Jakub Jamróz w tekście Krytycznie o antropologii stosowanej z rezerwą wypowiada się na temat formy, jaką przybrała nasza krytyka uniwersytetów. Rzeczywiście, nie zawsze miała ona charakter merytoryczny. Sporo było jednak wartościowych uwag, wskazujących m. in na niedopasowanie programów nauczania do wymogów, jakie stawia przed antropologiem rzeczywistość poza murami akademii. Barbara Krawiec napisała „turbo-abstrakcje w głowie mam”, wskazując tym samym, że studentom etnologii serwuje się przede wszystkim wiedzę teoretyczną. W podobnym tonie wypowiada się Urszula Zadara, która pisze o dysproporcji pomiędzy ilością teorii i praktyki na studiach. W ten sposób system nauczania „produkuje” antropologów, którzy potrafią funkcjonować w uniwersyteckim polu, a jednocześnie nie otrzymują informacji o tym, jak tego rodzaju wiedzę wykorzystać jako kapitał w innych obszarach rzeczywistości.

Koko słusznie, jak sądzę, wskazuje, że skoro już istnieje taka dyscyplina jak antropologia stosowana, to powinna być ona omawiana również w ramach zajęć. Co więcej, powinny powstawać projekty, które pozwoliłyby na wyprowadzenie etnologii z Katedr i Instytutów Etnologii i Antropologii Kulturowej. Dzięki czemu moglibyśmy stać się stroną czynną w procesie wprowadzania zmian, a nie tylko biernym obserwatorem świata zewnętrznego (Dorota Bucha). Zdaniem Ewy Kruk ta (uporczywie podtrzymywana – przyp. KW) bierność wynika z troski o zachowanie elitarności dyscypliny. Swoją opinię na temat antropologii akademickiej oraz uniwersytetów wyraziłam już w innym miejscu, tutaj powtórzę słowa Maugo: „Dobrze jest mieć wybór”.

METODOLOGIA

Przy okazji krytyki antropologii akademickiej pojawiła się również kwestia metodologii badań etnograficznych. Ewa Kruk, w tekście Nowy kolonializm wskazuje, że świadomość politycznego usytuowania badacza w dużej mierze sparaliżowała sam proces prowadzenia badań, co doprowadziło do tego, że większość antropologów profesjonalnych opisuje świat z perspektywy innych tekstów – tym samym przypominając XIX wiecznych gabinetowych etnologów (Marcelina Jakimowicz). W ten sposób nie da się robić antropologii stosowanej (choć niezupełnie, dobrym przykładem są badania prowadzonych przez Katarzynę Majbrodę, która wraz ze studentami analizowała podręczniki szkolne). M.U. pisze, że antropologia stosowana wymaga dostrojenia narzędzi etnograficznych, choć jednocześnie zaznacza, że same metody nie powinny determinować naszych badań. Z drugiej strony Agnieszka Jakubowska i Jakub Jamróz pisali, iż antropologia to pewien sposób bycia-w-świecie i w tym sensie, nie da się nauczyć metodologii, a jedynie wypracować ją w sobie. Co prawda zgadzam się z tym postulatem, chciałabym jednak zwrócić uwagę na ograniczenia wynikające z niego – trudno pozwolić sobie na takie antropologiczne bycie-w-świecie poza murami uniwersytetu – co oczywiście nie oznacza, że nie jest to możliwe.

Według mnie podstawowym problemem polskiej (a na pewno wrocławskiej) etnologii, jest bark wskazówek mówiących o tym, jak prowadzić badania etnograficzne. Ten motyw pojawił się już podczas zeszłorocznej III Konferencji Antropologicznej „Pomiędzy teorią a praktyką. Metoda w terenie”. Katarzyna Kaniowska mówiła wtedy, że po wszystkich zwrotach, jakie nastąpiły w XX wieku, nie pojawiły się wyraźne dyrektywy mówiące nam jak badać w postmodernistycznej, poststrukturalnej rzeczywistości. Eugeniusz Kłosek mówił, o braku odpowiednich podręczników. Dziś sytuacja wygląda nieco inaczej. Na rynku pojawiło się wiele nowych i wartościowych publikacji, które wypełniły tę lukę. Niestety – tu sporo krytycznych słów z mojej strony – to, w jaki sposób studenci prowadzą badania etnograficzne, w jaki sposób generalizują swoje wnioski, to wciąż jeszcze „wolna amerykanka”. Nie krytykuję tutaj szerokiego wachlarza zainteresowań młodych antropologów, przeciwnie, postrzegam to jako wartościowe zjawisko. Natomiast, za niezwykle krzywdzące dla samej dyscypliny, uważam praktykowanie pseudo-obiektywistycznych badań – które nie respektują ograniczeń jakie narzuca badaniom pozytywistyczna wizja nauki, ale jednocześnie ignorują postmodernistyczną refleksyjność i polityczność badacza. Po przebyciu wszystkich kursów na etnologii trudno powiedzieć, czym w ogóle charakteryzują się badania etnograficzne – nie mówiąc już o szerszej kategorii badań jakościowych. Niektórzy zdają się wierzyć w to, że współczesny antropolog może jedynie tworzyć meta-antropologię, czy też krytykę literacką. Choć i do tego studia nie przygotowują w pełni. No cóż w tej kwestii jest jeszcze sporo do zrobienia.

Główną inspirację do swoich badań, antropologii za_stosowanej oraz projektów, które prowadzę ze studentami czerpię z dwutomowego podręcznika Metody badań jakościowych pod red. Normana K. Denzina i Yvonny S. Lincoln. Sądzę, że proponowany przez autorów model/e prowadzenia badań, który uwzględnia wszystkie kryzysy i zwroty XX wieku, pozwala na zaangażowanie antropologów w działania wykraczające poza mury uniwersytetów.

KRYTYKA ANTROPOLOGII STOSOWANEJ

W tekstach pojawiło się również sporo krytycznych uwag odnośnie antropologii stosowanej. Magdalena Pietrewicz używa metafory „matki i dziecka”. Wskazuje ona, że w przypadku antropologii stosowanej badacz może przybrać rolę „matki”, która wie lepiej, co jest dobre dla jej „dzieci” – „badanych”. Również Jakub Jamróz pisze o niebezpieczeństwie „wiem lepiej”, w tym sensie antropolog może być nowym „kolonizatorem”. Dorota Bucha pisze o projektach unijnych w kontekście uszczęśliwiania ludzi na siłę. Barbara Krawiec przypomina powiedzenie „dobrymi chęciami…”. Kamil Pietrowiak w tekście Granice stosowalności uczynił bardzo celną, jak sądzę, uwagę. Odnosząc się do tekstu Sola Taxa wskazał, iż sytuacja, w której działania antropologiczne przynoszą fiasko, oznacza, iż nie nastąpiła prawdziwa współpraca pomiędzy badaczem i badanymi podmiotami. Samo-obwinianie antropologa za niepowodzenia oznacza, iż w swej istocie, traktuje on badanych jak „wsiowych półgłupków” (Małgorzata Strzylińska). Tego powinniśmy się wystrzegać.

M.U. twierdzi, iż idealizmem jest przekonanie, że mogę/możemy zmienić świat na lepsze. Ewa Kruk „ucina tę dyskusję” pisząc, że nie uprawiając antropologii stosowanej jesteśmy kolonizatorami:

Nie wyrażamy bowiem sprzeciwu przeciwko systemowi, gdzie jedni są wykluczeni kosztem innych zezwalając tym samym na rosnącą niesprawiedliwość społeczną.

Kolejnym problemem, który pojawiał się we wszystkich niemal tekstach, była kwestia odpowiedzialności. Działania z zakresu antropologii stosowanej dotyczą konkretnych ludzi, stąd strach przed odpowiedzialnością (Barbara Krawiec), ale też przed zbytnim zaangażowaniem i stronniczością (Marcelina Jakimowicz). Celina Strzelecka przestrzega przy okazji przed spłyceniem antropologii. Z drugiej strony Urszula Zadara pisze: „sama etnologia nie wystarczy”. Nie mamy odpowiedniego przygotowania, narzędzi, dlatego działania antropologów (wykraczające w końcu poza ich kompetencje) mogą oznaczać brak odpowiedzialności. To może doprowadzić do sytuacji, w której będziemy mieli ochotę się wycofać, stracimy entuzjazm (Barbara Krawiec, Małgorzata Sztylińska).

W tekstach pojawił się także motyw badań finansowanych z funduszy unijnych. Paulina Drużyńska pisze o chybionych projektach, które pewnie wiele zyskałyby, gdyby wykorzystać w nich perspektywę antropologiczną – niestety antropologów nie przygotowuje się do pisania takich projektów i rozliczania ich. M.U. słusznie dodaje, że fundusze unijne raczej nie przewidują projektów wzbogaconych o badania antropologiczne – a wpisanie ich w plan działań, może zdyskwalifikować projekt. Trudno zatem zdobyć dofinansowanie na badania antropologiczne i prawdziwą antropologię stosowaną. Choć jak pokazuje przykład Magdaleny Pietrewicz, wszystko jest możliwe.

ANTROPOLOGIA STOSOWANA – WIZJA

Nikt nie zakwestionował antropologii stosowanej. Każdy uczestnik fakultetu (w mniej lub bardziej krytycznym tonie) wypowiedział się na jej temat, przy okazji zaznaczając, w jaki sposób wyobraża sobie taką antropologię. Jakub Jamróz pisze: „nie wierzę w nagłą zmianę świata na lepsze”. Antropologia stosowana nie powinna być nastawiona na natychmiastowe skutki, powinna zakładać długotrwale, gruntowne, oparte na współpracy badania. Viola Pietrzak pisze o antropologii, która pod wieloma względami byłaby podobna do animacji, ale nie taka sama; podkreśla również, że zaangażowanie nie jest równoznaczne ze stronniczością. Zdaniem Barbary Krawiec antropologia stosowana powinna być fuzją działania i refleksji, teorii i praktyki. Kamil Pietrowiak podkreśla, że dużą szanse na etyczną antropologię stosowaną dają badania, które przewidują współpracę. Podobnie jak Jakub, Viola czy Magdalena P., uważa on, iż powinniśmy zostawić wolny wybór podmiotom naszych badań. I w tym sensie Viola pisze o antropologu „koordynatorze”, Ewa Kruk nazywa go „mediatorem”, Marcelina Jakimowicz „katalizatorem zmian”, natomiast Magdalena pisze, iż antropolog powinien tworzyć ekspertyzy. I najważniejsze, niezależnie od tego, jaką konkretną formę przybierze antropologia w przyszłości, większość z nich/nas chciałaby  pracować jako antropolog (Maugo).

Generalnie zgadzam się z tymi uwagami, choć moja wizja antropologii wciąż jest w fazie „negocjacji”. W tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że te wszystkie postulaty są w swej istocie abstrakcyjne, gdyż nie dotyczą żadnego rzeczywistego projektu. Mam nadzieje, że kolejny semestr współpracy ze studentami pozwoli nam zweryfikować te postulaty, tym bardziej, iż nasza wiedza będzie wytwarzana w oparciu o konkretne badania.

Reklamy

Informacje o Katarzyna Wala

Jestem antropolożką, animatorką kultury, badaczką jakościową i trenerką. Obecnie piszę rozprawę doktorską z zakresu etnografii sensorycznej (UWr.). Od 2009 r. współtworzę projekt Fonosfera - antropologia zmysłów; zajmuję się również badaniami marketingowymi.
Ten wpis został opublikowany w kategorii antropologia stosowana. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s