Syrena, Kasandra i ta trzecia (A…)

Głos Filipa Wróblewskiego:

Zacznę od krótkiego anonsu: byłem, słuchałem, widziałem (ale się nie odzywałem). W sumie – działo się. Już dobrych parę lat z okładem, toczą się dyskusje na temat kształtu i przyszłości dyscypliny. Ważne, że czynny udział biorą w nich młodzi, że dostrzegają problem i starają się z nim coś robić, na przekór pobłażliwej życzliwości (niektórych, ale władnych) starszawych kolegów po fachu (niuanse o tym nie na to miejsce). To idzie rewolucja, dogłębna zmiana, czy raczej jej potrzeba, majaczy na horyzoncie. Rzecz w tym, że jest to jedna z tych rewolucji – jeśli trzymać się tak nośnego a zarazem nieobliczalnego pojęcia – które dojść nie mogą. Ot, tak drepczą tam i z powrotem. Są wszak obecne, odczuwalne, ale tylko jako element tła, lokalny folklor, wycinek spektrum. Byle byłoby wesoło i kolorowo, z wychyleniem ku pozorowi akceptacji pełnej namysłu, z dozą wspaniałomyślnego zainteresowania, które co najwyżej może być użyczone na moment, incydentalnie. I traktuje się te niechciane obecności na dopuszczalnej granicy tolerancji, jak muchę, która w każdej chwili można trzepnąć gazetą. Pozwala się tej – jednej z wielu – rewolucji czekać, aż stygnie, a gdy jej ostrze od tego stępieje, można i nad nią pochylić czoło utrudzone dbaniem o “wspólne dobro” i “czystość dyscypliny”. W tym względzie objawia się chyba najpełniej, pewnego rodzaju – żeby tak rzec – krótkowzroczna samolubność, już nie akademii (instytucji absolutyzować żadną miarą nie należy), ale samych jej pracowników. Owych planistów balansujących między: ministerialnymi wytycznymi, nośnością środowiska, zachłannością, oraz instynktem samozachowawczym. Jak wyłania się z tego obrazek? Generalizując: cenę skutków niepomiernego rozrostu studiów antropologicznych (praktyka ratowania etatów przez zwiększanie limitu przyjęć) przychodzi płacić ich najmłodszym adeptom. A wszystko przez utratę i brak sterowności programowania w tym względzie, przez swoiste zasklepienie perspektywy, jej miejscowe, czasami wręcz dotkliwe, odklejenie od rzeczywistości, od bieżących potrzeb. Tyle przesadnym głosem Kasandry. Podług niego, można już tylko przeskakiwać z nogi na nogę, na gorących kamieniach.

Syrena uwodzi, słuchać jej nie jest ni straszne ni zdrożne. Słuchać jej to znaczy chcieć (i móc) żyć godnie, dostatnio. Również: robić co się lubi, czego się uczono. Z Syreną jednak jest ten problem, że pływa ona wokół jednaj wyspy, nie bardzo zwiedzając ocean. Tak, tak, Kasandra długo nie popływała, co było na końcu – wiadomo. Rzecz w tym, że z perspektywy tej ostatniej syrena pozostanie wyłącznie plugawą wodną gadziną, daleką od błękitnej a nieskalanej krwi szlachetnego rodu. A gdy władzy nie starczy należy nadrabiać miną. I właśnie w tym chimerycznym uroszczeniu rozsądzania (przepowiadania co jest co, co godne, warte i należyte), tkwi oścień sporu. Kogoś i tak czeka zagłada.

Tymczasem Antygona już wisi, nogi przez chwilę jej tylko drgają…

Advertisements

Informacje o Katarzyna Wala

Jestem antropolożką, animatorką kultury, badaczką jakościową i trenerką. Obecnie piszę rozprawę doktorską z zakresu etnografii sensorycznej (UWr.). Od 2009 r. współtworzę projekt Fonosfera - antropologia zmysłów; zajmuję się również badaniami marketingowymi.
Ten wpis został opublikowany w kategorii antropologia stosowana, antropologia zaangażowana, badania interwencyjne, badania rynku, dofinansowanie unijne, konferencja, polska antropologia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Syrena, Kasandra i ta trzecia (A…)

  1. Pingback: Granice nauki – granice antopologii « antropologia za_stosowana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s