Antropologia w blogosferze

Blogowanie jest powszechną aktywnością, także w świecie nauki. Nie tylko młodzi antropolodzy tworzą blogi i biorą udział w dyskusjach online, również instytucje takie jak American Anthropological Association (AAA), czy Muzea Etnograficzne aktywizują się w przestrzeni Internetu. Powstaje coraz więcej czasopism o otwartym dostępie do publikacji (w Polsce mamy przede wszystkim „(op.cit)” i „Przegląd Socjologii Jakościową„). Setki nagrań umieszczanych jest na YouTubie oraz vimeo. Poza tym udostępniane są badania, m.in. University of Oslo rozpoczął prezentacje badań na swojej stronie intrnetowej. Znając język angielski, można zdobyć więcej wiedzy antropologicznej poprzez przeglądanie Internetu (skąd można ściągnąć tysiące profesjonalnych artykułów napisanych przez antropologów), niż poprzez zwykły udział w zajęciach uniwersyteckich. Wiedza antropologiczna jeszcze nigdy nie była tak dostępna, jak jest obecnie. Pytanie brzmi, na ile ta popularyzacja antropologii wykracza poza świat antropologów.

Anthropology & Publicity

Oto powstał kolejny blog antropologiczny Anthropology & Publicity, w ramach którego kilku autorów omawia przyczyny braku ekspozycji wiedzy antropologicznej w przestrzeni publicznej i zgłębia sposoby, na jakie antropologia może stać się bardziej widoczna poza akademią oraz bardziej powiązana ze społeczeństwem. Jednym z jego twórców jest Martijn de Koning, autor znanego bloga Closer. Sam blog jest częścią warsztatów prowadzonych na Radboud University Nijmegen, Holandia.

Jeden z postów zamieszczonych na Anthropology & Publicity został stworzony przez Daniela Lende z Neuroanthropology blog. Lende tłumaczy w nim dlaczego na swoim blogu opublikował wpis Antropologia publiczna: przykład kultury ubóstwa, który stanowił odpowiedzieć na ostatni artykuł ‘Kultura ubóstwa’ powraca zamieszczony w New York Times. Jego zdaniem Internet pozwala na szybką publikacje (szybszą niż w przypadku czasopism papierowych, gdzie zresztą nie zawsze jest miejsce na głos antropologa), co daje możliwość zabranie głosu i zaangażowania się w publiczną dyskusję dotyczącą ważnych społecznie kwestii. Lende wskazuje, iż jest to jedna z podstawowych lekcji, jakie wyciągnął z ostatnich trzech lat pisania Neuroanthropology blog; inna wynika z faktu, iż ludzie rzeczywiście poszukują treści, a antropologia może być źródłem szczegółowych wyjaśnień złożonych zjawisk.

I wydaje się, że to wszystko jest takie oczywiste… a mimo to, wciąż  niewiele takich „opinii” pojawia się w Internecie (niewiele jest ich również poza Internetem).

(Nie)Naukowy komentarz?

Antropolodzy mogą komentować bieżące wydarzenia w Internecie (pisząc blogi, tworząc strony internetowe, czy zamieszczając całe teksty w formie doc czy pdf), w ten sposób unikają banalizacji treści, do której często dochodzi w przypadku telewizyjnych „setek” czy „cytowań” w gazetach i czasopismach. Jednak pojawia się tutaj (nie-tak)oczywista wątpliwość – na ile antropolodzy mają podstawy/prawo do zabierania głosu – nie jako prywatne osoby – lecz przedstawiciele dyscypliny? Co stanowić ma kryterium porządkujące: wykształcenie komentującego, czy treść komentarza? Na inny (epistemologiczny) problem zwraca uwagę Lorenz Khazaleh, który twierdzi, iż antropolodzy powinni zrobić krok do tyłu i przyjrzeć się własnej pracy, osadzić ją w szerszym kontekście; zadać sobie pytanie: czego inni mogą się nauczyć z tych badań? Według Khazaleh studia na temat problemów kobiet w małej wiosce w Meksyku są interesujące, ale co z nich wynika dla innych ludzi? Czy szczegółowość naszych badań nie zamyka nas w konkretnych przestrzeniach, nie dając tym samym prawa do generalizacji  uzyskanych w ich drodze wniosków i obserwacji? Niby wciąż mówimy o związkach pomiędzy penetrowanym przez nas mikroświatem a globalnymi strukturami… ale zazwyczaj są to rozważania czysto teoretycznie. Jest jeszcze jedna kwestia – czas. Ile czasu potrzeba, aby antropolog przeprowadził swoje badania, przeanalizował dane, wyciągnął wnioski? Jak wobec tego komentować tak „na gorąco”, „w trakcie”? Chyba czas przyznać sobie szczerze, iż nie zawsze konieczne są długotrwałe badania terenowe, antropolodzy mogą korzystać także z innych metod pozyskiwania danych (także z autoetnografii, netnografii, quick ethnography i in.) i różnorodnych form ich analizy. Co jednak nie oznacza, że jedna osoba, może zbadać i skomentować wszystko. Tak czy owak, warto się zastanowić nad charakterem wiedzy powstałej w wyniku badań antropologicznych. Potrzebna jest nam świadomość tego, czym są badania etnograficzne (czy szerzej – badania jakościowe) i jakiego rodzaju dane powstają w ich wyniku; także potrzeba nam krytycznego spojrzenia na sam proces wytwarzania wiedzy i umiejętność osadzenia badań w szerszym kontekście zjawisk społecznych i kulturowych.

Należy jednak pamiętać: blog to nie czasopismo naukowe.

PopAntropologia i problem zaangażowania

W przypadku popularyzacji antropologii poza akademią problemem jest również forma. Teksty antropologiczne są zazwyczaj pisane ciężkim, hermetycznym językiem, który skutecznie zniechęca postronnych, do bliższego zapoznania się z ich lekturą. Pytanie, czy można tę samą treść wyrazić w bardziej przystępnej formie? Myślę, że tak… ale do tego niezbędna jest nie tylko wola, ale i umiejętności piszącego. Z drugiej strony wielu współczesnych antropologów zajmuje się (swobodnym/przygodnym) komentowaniem różnych aspektów (pop)kultury. Powstają kolejne książki dotyczące ciała, muzyki, reklamy etc, które w ciekawy  (choć nie zawsze lekki) sposób opisują (nie)oczywistą rzeczywistość. Jednocześnie wciąż brakuje prac stanowiących komentarz do tzw. „palących tematów”? Agnieszka Kościańska na łamach „(op.cit)” pyta: czy w nowym kontekście polityczno-społecznym jesteśmy tak zaangażowani jak ojcowie założyciele polskiej szkoły etnologicznej? Czy w pełni zdajemy sobie sprawę z [naszej] odpowiedzialności społecznej? Na tak postawione pytania odpowiada ona przecząco [2004]. Kościańska pisze:

Przeglądając najnowsze periodyki, mam wrażenie, że polska etnologia skoncentrowana jest na – skądinąd niezwykle interesującej – interpretacji symbolicznej. W ten sposób zorganizowany jest też program nauczania. Czy nie warto by było położyć nacisk na pożenienie symbolicznego ze społecznym? Czy to nie to właśnie stanowi o niezwykłym potencjale antropologii? Oczywiście takie próby są podejmowane. Z pewnością można do nich zaliczyć teksty dotyczące Żydów autorstwa Joanny Tokarskiej-Bakir publikowane na łamach „Res Publicy Nowej” (i nie tylko). Będące odpowiedzą na często żenującą debatę dotycząca Jedwabnego dotykały głębi relacji polsko-żydowskich, były niezwykłym i istotnym głosem w tejże dyskusji. Innym przykładem może być analiza dominacji dyskursu neoliberalnego w debacie nad transformacją ustrojową w Polsce autorstwa Michała Buchowskiego. W sferze bardziej konkretnych działań należy wspomnieć zaangażowanie Lecha Mroza na rzecz Romów. Przykładów można podać jeszcze kilka, ale nie jest to niestety główny nurt polskiej etnologii, a studia etnologiczne nie są w wystarczającej mierze oparte na duchu krytyki społecznej [Ibidem].

Według Lorenz Khazaleh właśnie kultura krytycznego myślenia jest przesłanką antropologii publicznej. W swojej książce Engaging Anthropology Thomas Hylland Eriksennapisał:

Uniwersytety przekształciły się w fabryki [produkcja studentów, produkcja tytułów naukowych, produkcja publikacji etc. – przyp. K.W.]. W konsekwencji czego naukowcy stracili większą część swego czasu, czasu który mogliby poświęcić na szersze włączenie się w sprawy społeczne (…). Ciągła formalizacja umiejętności poprzez niekończącą się ewaluacje, kontrole i inne formy “profesjonalizacji” badań, doprowadziły do sytuacji, w której kreatywność została wyparta poza życie akademii, doprowadziło to także do izolacji nauki akademickiej ze społeczeństwa (…). Studenci nie są już pobudzani do bycia intelektualistami.

Czy rzeczywiście jest z nami aż tak źle? Coraz więcej jest prac, które odnoszą się do współczesnych problemów, a w Internecie znaleźć można także polskie blogi antropologiczne (pisane z myślą nie tylko o akademickim odbiorcy). To ciągle mało, ale jest nadzieja na to, że będzie więcej.

Blogi antropologiczne:

Czy o kimś zapomniałam? Czy to już wszystko?

Reklamy

Informacje o Katarzyna Wala

Jestem antropolożką, animatorką kultury, badaczką jakościową i trenerką. Obecnie piszę rozprawę doktorską z zakresu etnografii sensorycznej (UWr.). Od 2009 r. współtworzę projekt Fonosfera - antropologia zmysłów; zajmuję się również badaniami marketingowymi.
Ten wpis został opublikowany w kategorii antropologia stosowana, antropologia zaangażowana, badania jakościowe, etnografia, humbugizacja antropologii, metodologia badań, polska antropologia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Antropologia w blogosferze

  1. Filip Wróblewski pisze:

    Nie mógłbym sobie podarować, zatem polemicznie (co zresztą było do przewidzenia):

    Wychodzę z założenia, nie raz o tym pisałem, na łamach niniejszego bloga oraz w paru innych miejscach, iż w polskiej antropologii nie ma i długo nie będzie ważnej platformy komunikacyjnej (przykład jak takowa może prężnie działać, choć daleko mi do tej orientacji: Krytyka Polityczna). To mój pesymizm poznawczy. Tu dwa pytania, niby takie same, ale każde z innej beczki: a) dlaczego? b) co z tym fantem zrobić?

    W świetle powyższego wystarczy spojrzeć na przywoływany „(op.cit.,)”, który lat temu kilka zdechł śmiercią naturalną, a którego co i rusz podejmowane próby reanimacji nie mogą dojść do skutku. Kopanie leżącego? Raczej symptomatyczny przykład. (Na marginesie, żeby nie było żem okrutnik za „(op.cit.,)” wciąż trzymam kciuki, licząc, że się wreszcie podniesie).

    Odnośnie wątpliwości koleżanki, co do tego czy antropolodzy mają prawo zabierać głos, odpowiem: mają! I nie ma co gdybać. Pytanie raczej jak winni to robić?

    Podam przykład z mijającego roku, fakt, rzecz trudna, ale obrodziła w zdania socjologów, politologów, i innych, w tym względzie antropologami też sobie chętnie wycierano gębę (np. w sprawie teorii spiskowych). Chodzi o Smoleńsk-Katyń (celowe połączenie) i wojenkę podjazdowa o krzyż. Jakoś się nie spotkałem z głębszymi wynurzeniami kolegów po fachu, raczej z milczeniem. Dlaczego?

    Lenistwo, bojaźń, czy coś zgoła innego? Ano zdaje się, że pośród antropologów sprawy maja taki obrót: patrzymy na swoje podwórka, byle nikt się nie wepchnął, co najwyżej ze znajomymi przy piwku (nobliwiej: winku) obrachować kościec rzeczywistości, obsztorcować, potłuc; a jak kogoś ciśnie to sobie ulży na jakimś blogu/forum komentując to i owo; bywa, że ludzie się znają, to jedne napisze drugiemu co na żołądku leży, i tak wesoło na tym czas zbywa.

    Odnośnie blogów. Każdy – silne uogólnienie – ma paru ulubionych blogerasków, czy to ze względu na jakiś sentyment, przyzwyczajenie, niekiedy szczere zainteresowanie. Wszak blog blogowi nierówny, i blogi same z siebie bywają nierówne. To zdumiewający gatunek wypowiedzi. Rzecz w tym, że na rodzimym gruncie pojawiało się parę specjalistycznych, ale nie ma jakiegoś ogólnego.

    Odnoszę wrażenie, jakoby powyższe miało prowadzić do konkluzji, ale powodowany brakiem takowej tu zaprzestanę pisania. Było nie było, warto rozmawiać!

  2. I jeszcze jedno – nawet nie mam zalu do starszyzy plemiennej. Juz dawno powiedzielismy sobie, ze reprezentuja oni inna szkole myslenia o antopologii w swiecie niz my – „mlodzi”. Oni maja prawo zyc w swoim paradygmacie i krytykowac nasze poczynania. Mysle ze problem jest w mlodych – bo wielu z nas nie potrafii odniesc sie krytycznie do otaczajacego nas swiata, poddac analizie poszczegolne aspekty naszej rzeczywistosci – boimy sie (nie potrafimy) zabrac glosu w sprawach, ktore dotycza nas wszystkich/czy tez nas poszczegolnych. I trudno mowic tu o determinizmie akademii – bo przeciez potrafimy samodzielnie myslec, odniesc sie krytycznie do tego, co serwuje sie nam na zajeciach.
    Mimo, iz coraz wiecej jest osob, ktore wkroczyly na droge szkoly krytycznej – to moje pytanie brzmi: gdzie oni/one sa? dlaczego milcza? Bo – poza dyskursem akademickim gdzie musza krzyczec, aby ich/je uslyszano – milcza, czasem tylko pojawiaja sie delikatne szepty.

    Powody:
    Tak jak pisalam w tescie do Antropologii zaangazowanej (?) jedna z przyczyn naszego milczenia moze byc pesimizm poznawczy (relatywizm, postmodernizm :P, brak metody, nadmiar metarefleksji) inny to strach przed „ukamieniowaniem”. Jest jeszcze marazm, koniecznosc pisania doktoratu, prowadzenia projektow, szukania pracy etc. Kto ma czas?

    Hipokryzja. Ten blog krytycznie odnosi sie do antropologii i jej miejsca w swiecie. jednak nie komentuje tutaj bierzacych wydarzen. Nie analizuje zjawisk politycznych, spolecznych kulturowych. Nic. No wlasnie, ja chyba nie czuje sie kompetentna, aby wypowiadac sie na tematy o charakterze „makro” i „mega”. Natomiast coraz latwiej jest mi zabierac glos w kwestiach, ktore dotycza badanych przeze mnie osob i zjawisk. Na lamach bloga Fonosferra coraz odwazniej bedziemy mowic o sytuacji osob niewidomych w miescie. Sam projekt sie rozrasta, wiec jest szansa, ze bedziemy wnioskowac o wprowadzenie pewnych zmian w miescie, ktore ulatwia niewidomym funkcjonowanie w przestrzeni publicznej. Etno-Arty (opis projektu na blogu Wroclawskiego ASP, profil na Facebooku, profil na Flickrze) tez ma taki zaangazowany charakter. Realizowany przez Łukasza Michonia, Anie Juchnowicz, Iwone Morozow, Rafała Modlingera i studentow ASP dokument „Zaloby narodowej nie było” ma dotyczyc wydarzeń kwitniowych. Moja cześć projektu dotyczy reklamy w miescie – komercjalizacji przestrzeni publicznej). Przy uzyciu srodkow artystycznych chcemy powiedziec dobitnie cos o otaczajacym nas swiecie. Do czasu wystawy bedziemy popularyzowac projekt w Internecie.

    Juz slyszymy glosy krytyczne, ze to nie jest antropologia, ze tylko dzialania antropologow i artystow. Moze wlasnie, chodzi tutaj o polityke nazywania. Bo mozemy komentowac swiat jako Filip, Łukasz, Iwona, Ania, Rafal, Celina, Martyna, czy Kasia, ale nie jako antropolodzy i antropolozki. Bo jak ktos (mlody)/kiedys (rok temu) powiedzial mi, „antropologia to tylko to, co robia antropolodzy w ramach akademii”. A przeciez to bzdura. Kompletna.

    • Lone Shooter pisze:

      I tu sama sobie odpowiedziałaś. Jak zauważył kolega Filip, kwestia kompetencji się kłania, a raczej jej wewnętrznego poczucia, które dzięki akademickiemu (krytycznemu wyłącznie w stosunku do studentów…ha ha) środowisku zostało skutecznie wyeliminowane. W każdym razie, takie jest moje odczucie. O ile jeszcze środowisko antropologiczne jakoś się pod tym względem trzyma, bo to jednak zazwyczaj otwarci i przyjaźni ludzie, to wiele innych społecznych dziedzin miażdży poczucie pewności wiedzy i przekonań swoich następców, więc ci potem milczą… Jeszcze inną kwestią braku popularności antropologii zaangażowanej i chyba najistotniejszą, jest fakt tradycji antropologa bezstronnego, obserwatora, opisującego, lecz nie oceniającego. Dzięki temu, każdy bardziej osobisty komentarz zdaje się byś zbrodnią przeciwko „prawdziwej” antropologii i wpaja się to to, biednym studentom od pierwszego do ostatniego semestru. Trudno się więc dziwić, że skrzywienie zawodowe w postaci nieumiejętności wyrażenia własnego zdania dopada wielu z nich.

  3. Filip Wróblewski pisze:

    Czyli, chcąc nie chcąc wychodzi na wierzch kwestia kompetencji, miarodajności, czy wreszcie prawomocności orzekania o świecie (tu warto przyjrzeć się jeszcze temu skąd właściwie potrzeba zabierania głosu, co miałoby stanowić jej źródło).

    Pochodną powyższego jest ni mniej ni więcej kategoria autorytetu, jako zasadniczy probierz wszelakiej działalności.

    A z drugiej strony, kto miałby (Nam?) rzekomo owego mówienia, prawa do wypowiadania się odmawiać? Czy przypadkiem nie jest to bałwan przeciw któremu zwraca się bananowa młodzież polskiej antropologii?

    Milczenie ma to do siebie, że raz, jest bezpieczne; dwa, jest wygodne.

    Skąd przekonanie, że musi(my) krzyczeć?

    W moim przeświadczeniu blogosfera jest ważnym medium wyrazu, a w przyszłości będzie jeszcze zyskiwała na znaczeniu. Problem rangi wypowiedzi należy zatem uzależnić od dwóch czynników:
    a) konieczności kontroli miarodajności treści przedstawianej – procedury typowe dla dyskursu naukowego (np. recenzje)
    b) dynamizmu procesu komunikacji, czy też przystępności i dostępności (tu bym sytuował właśnie formy internetowe, które powinny zostać wypracowane i dopracowane tak aby mogły być równowartościowe względem form tradycyjnych).

    Jakkolwiek na to nie patrzeć, rzecz się rozchodzi o wypracowanie skutecznych, a jednocześnie wartościowych, narzędzi komunikacyjnych.

    Dostępność do nich wydaje się być solą w oku i zarzewiem międzypokoleniowego nieporozumienia – jeśli się to tak ujmie.

    Serdecznie pozdrawiam

  4. Pingback: Antropologia w blogosferze « antropologia za_stosowana – seks w mieście - dowiedz się więcej!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s