Antropologia i badania jakościowe

Od dłuższego już czas <walczę> z tekstem na temat metody w antropologii. Artykuł piszę razem z Kamilem Pietrowiakiem – który swoje przemyślenia już dawno przelał na papier. A u mnie wciąż jest pod górkę. I dalej się nie składa. Już nawet zaczęłam się zastanawiać, skąd bierze się ta trudność – bo standardowe: „brak czasu” nie jest zadowalającym wytłumaczeniem. No i wychodzi na to, że problemem jest mój krytycyzm. Bo wszystko to, co chcę powiedzieć w swoim tekście stanowi absolutną krytykę stanu obecnego. A wiadomo – „krytykować jest najłatwiej” – no chyba, że chce się być potraktowanym poważnie; no chyba, że pragnie się zaproponować coś nowego (a przynajmniej innego). Wtedy robi się na prawdę trudno. I trzeba uważać na słowa.

Łatwiej jest napisać tekst na bloga. Nie trzeba się aż tak bardzo spinać i silić na „unaukowiającą formę wypowiedzi”. Można (?) po prostu napisać to, co chce się powiedzieć i poczekać na reakcje. I całkiem możliwe, że do posta nigdy nie dotrą Ci, na których spada moje ciężkie słowo. Więc pewnie można napisać wszystko mocniej i ostrzej. Ale nie w tym rzecz. W tym poście chciałabym skonsultować z Wami treść swoich przemyśleń na temat metody w antropologii. Bo zastanawiam się, na ile to, o czym chcę pisać dotyczy tylko mnie i mojego najbliższego otoczenia, a na ile jest to powszechny problem, który dotyka nas wszystkich. Zatem od-do początku.

Badania terenowe a’la Malinowski

Na pierwszych zajęciach z EBR tradycyjnie zadaję studentom pytanie o metodę w antropologii. Większość z nich nie potrafi podać żadnej sensownej odpowiedzi. Czasami przywołuję obraz „badań terenowych”, przypominam postać Malinowskiego. To pomaga. Długotrwały „pobyt tam”, „obserwacja uczestnicząca”, rozmowy z „tubylcami”, czasem „robienie zdjęć”, czasem „sporządzanie notatek” – wspólnie rekonstruujemy znaczenie etnografii jako <metody>. Czy to już wszystko? – pytam wtedy. Cisza.

Zastanawiam się, dlaczego zdefiniowanie naczelnej metody w antropologii stwarza tak duże problemy? Czy to tylko konsekwencja dominacji meta-refkleksji i „grafocentryzm” polskiej antropologii?Zdaniem Tomasza Rakowskiego popularni obecnie zwolennicy Witting Culture podchodzą do etnografii jak do <dyscypliny>, która w oczywisty sposób zajmuje się sztuką pisania; „są (…) skrybocentryczni, dlatego pisaniu poświęcają całą swoją aktywność” [2009: 42]. Można ich określić nie tyle jako dzieci Malinowskiego [zob. Geertz 2000] ile dzieci samego Geertza, bo w końcu to on napisał, że tym, co robi etnograf jest pisanie [Geertz 2005: 35; zob. Rakowski 2009]. Jednak – oczywiście – nie wszyscy zajmujemy się <tylko> pisaniem. Wiele (i coraz więcej) jest prac opartych na badaniach terenowych. Mimo to, trudno szukać w nich wykładni praktyki badawczej. Komentując to zjawisko Tomasz Rakowski pisze o (nie)wiedzy profesjonalnej. Twierdzi on, iż praktyka badawcza w antropologii umyka słowom, jest wiedzą typu know-how [zob. 2009:42-43]. Co prawda samo doświadczenie etnograficzne było wielokrotnie poddawane refleksji [Clifford 2000: 42-46; Geertz 2000; Rakowski 2009; Tokarska 1995, Wyka 1993], wciąż jednak jest ono spychane na obszar bezgłośnej praktyki – pozawerbalne, praktyczne, intuicyjne – możliwe do poznania <jedynie> na drodze osobistego doświadczenia [Rakowski 2009: 43]. Według Rakowskiego etnograficzna (nie)wiedza profesjonalna – czeka na swych odkrywców i na trudny język, w którym uda się ją światu zakomunikować [ibidem: 45]. Z drugiej strony mamy teraz do czynienia z „wysypem” publikacji z zakresu metodologii badań [Angrosino 2010; Banks 2009; Denzin, Lincoln 2009; Flick 2010; Kaufmann 2010; Kostera 2003; Kvale 2010/2004; Pink 2007; Rapley 2010]. Więc chyba da się nadać ramy temu, co niewypowiedziane, przekazać w języku to, co przynależy do sfery doświadczenia.

Inny problem dotyczy samej formy badań – bo czy dziś jeszcze można robić badania tak, jak robił je prawie sto lat temu Malinowski? To pytanie jest w zasadzie retoryczne. O tym, dlaczego nie można – napisano już naprawdę wiele [Marcus, Holmes 2009: 645-660.; Clifford 2003; Angrosino 2010: 24-26; 164-172]. Jednak wciąż otwarta i nierozstrzygnięta pozostaje kwestia tego, jak realizować badania w XXI w. Szczególnie w Polsce. Przynajmniej takie jest moje wrażenie.

Etnografia: fetysz i tabu

John Comaroff twierdzi, iż etnografia (metoda), jest w antropologii fetyszyzowana i jednocześnie tabuizowana [2004: 1-7]. A odpowiednio przedstawiona w tekście obecność badacza/autora w terenie jest wystarczającym dowodem prawdziwości jego/jej narracji. Kiedy dorzuci się do tego brak podstawowych informacji na temat przebiegu badań (tj. długość pobytu w terenie, rodzaj zastosowanych technik, typ analizy, dobór przypadków etc.), pojawia się oczywiste dla przedstawicieli innych dyscyplin pytanie o podstawy (dla) wytwarzania wiedzy etnograficznej. Banalne jest już stwierdzenie, iż nasze badania są często niejasne i mało wiarygodne dla ludzi spoza „branży” (:. I nie chodzi o to, że opierają się one na interpretacji, subiektywnym doświadczeniu badacza – to wszystko zostało już wielokrotnie omówione, a same badania jakościowe stanowią dla wielu wiarygodny sposób wytwarzania wiedzy [zob. Denzin, Lincoln 2009: 30-56]. Rzecz w tym, że w antropologii badania mają często niejawny charakter, a wyniki są prezentowane w sposób zawiły, mało komunikatywny. No i w zasadzie nie istnieje możliwość wglądu w zebrane materiały. W tym kontekście Comaroff pyta o rygor w badaniach antropologicznych [2004]. Twierdzi on, iż nawet w przypadku długotrwałych badań etnograficznych (gdzie trudno jest o ścisłe trzymanie się jakiegoś schematu badań) niezbędna jest dyscyplina badawcza (tj. dokumentacja badań: regularne sporządzanie szczegółowych notatek; nagrywanie rozmów i wywiadów; transkrybowanie nagrań; kodowanie danych; tworzenie dokumentacji fotograficznej/audio/wideo etc.). Dzięki temu zainteresowani, nawet jeśli nie zgadzają się z podaną przez badacza interpretacją, mogą przyjrzeć się zebranym danym, prześledzić proces konstruowania wiedzy; także potraktować te materiały jak dane wtórne dla własnych badań. 

Etnografia – badania jakościowe

Anna Wyka zwraca uwagę na jeszcze inną kwestię: metody i techniki badań nie powinny dominować nad badanym problemem. To problem powinien narzucać metodę; „nie przykrawa się go do wymogów jakiejkolwiek absolutyzowanej metody, jak to się często działo w socjologii empirycznej czy antropologii. Metoda powinna być zaledwie „mediatorem” między badaczem a rzeczywistością” [Wyka 1993; 29-30].Obecnie etnografię stosują m.in. socjolodzy i pedagodzy, metoda ta wykorzystywana jest także w badaniach marketingowych (oczywiście w uproszczonej i skróconej formie), gdzie stanowi jedną z wielu metod badań jakościowych. W antropologii wciąż jest inaczej. Etnografia w dalszym ciągu (?) jest tutaj jedynym możliwym i dopuszczalnym wyborem, a badania jakościowe są przyporządkowane innym dziedzinom nauki (gł. socjologii). Rezygnacja z etnografii na rzecz wywiadów narracyjnych, czy wywiadów fokusowych oznacza zdradę (?) dyscypliny. A to, o czym zadają się zapominać antropolodzy, to fakt, iż etnografia nie zawsze jest najlepszą metodą. Z racji swej kosztowności (chodzi o czasochłonność i energochłonność, o której pisze m.in. Johannes Fabian [1983]) bardzo rzadko jest ona w pełni realizowana. Choć oczywiście nie wszyscy się do tego przyznają. W praktyce badania terenowe zazwyczaj sprowadzają się do wielokrotnego, acz krótkotrwałego (tydzień – miesiąc) pobytu w terenie, rozmów i wywiadów swobodnych (częściej kwestionariuszowych) z wybranymi osobami; czasem w grę wchodzi jeszcze obserwacja jawna i/lub niejawna. Znajomość odmiennych metod prowadzenia badań (jakościowych, a także ilościowych), umiejętne ich łączenie a czasem i przetwarzanie stanowi atrakcyjną (niezbędną) umiejętność, szczególnie gdy badacz dysponuje ograniczonymi zasobami. Dlatego tak ważne jest dobre przygotowanie badacza, jego znajomość nie tylko metod i technik badań, ale także otwartość i elastyczność w zakresie prowadzenia badań i współpracy z przedstawicielami innych dziedzin nauki  i nie tylko [m.in. Angrosino 2010; Kostera 2009]. Myślę, że najwyższy już czas przyznać sobie prawo do możliwości korzystania z szerszego zasobu metod badawczych; metod, które zostały wypracowane w naukach społecznych i humanistycznych, i obecnie wykraczają poza ramy konkretnych dyscyplin [Denzin, Lincoln 2009: 21]. Bez obawy, to nie wpłynie na utratę tożsamości antropologii. Studiowałam i antropologię i socjologię – dla mnie oczywiste jest, iż antropologia nie przekształci się nagle w socjologie. Poza tym problemów badawczych jest wystarczająco dużo i starczy dla nas wszystkich.

Antropolog jako brikoler

Badacz jako brikoler wykorzystuje estetyczne i materialne narzędzia swojego rzemiosła, stosując dowolne strategie, metody i materiały empiryczne, jakie ma pod ręką [Becker 1998: 2]. Zatem jeśli badacz odczuwa potrzebę wynalezienia lub połączenia w całość nowych narzędzi lub technik, to tak robi. Wybór praktyk badawczych zależy od zadanych pytań, a te zależą od kontekstu, czyli od tego, co w tym kontekście jest osiągalne oraz co może w tych warunkach badacz uczynić [Wala 2010]. Antropolog brikoler to rzemieślnik, który sprawnie i umiejętnie wykonuje swój fach. Umiejętność prowadzenia różnego rodzaju badań w warunkach odmiennych (badań, które muszą zmieścić się w określonym czasie i budżecie) to ważna umiejętność – bardzo praktyczna i przydatna w „prawdziwym świecie”. Oczywiście metody i techniki badań nie istnieją w oderwaniu od teorii, a wszystko to osadzone jest w odpowiednich paradygmatach widzenia, odtwarzania/odzwierciedlania i przetwarzania świata. Stąd tak ważne jest, aby edukacja na poziomie praktycznym była silnie zintegrowana z edukacją na poziomie teoretycznym. Bo każdy wybór w zakresie metody czy teorii niesie za sobą konkretne implikacje. Dobrze przygotowany badacz powinien zdawać sobie sprawę z tych zależności. Realizacja tego postulatu jest – moim zdaniem – warunkiem profesjonalizacji antropologii. Inna sprawa, że jest to wizja trudna do realizacji w obecnej sytuacji. Być może reforma szkolnictwa wyższego doprowadzi do pewnych zmian w tym zakresie. Byłoby to uczciwe posunięcie w stosunku do studentów, którzy często kończą swoją edukacje z poczuciem braku jakichkolwiek umiejętności praktycznych. No cóż – czas pokaże jak/czy sytuacja ulegnie zmianie.

P.S. To oczywiście nie kłóci się z postulatem, aby antropologia – jak ta łąka umajona – różniła się pięknie. Bo przecież nie wszyscy muszą robić badania. Jednak dzięki temu, że niektórzy z nas będą je robić – pozostali będą mieli o czym pisać. Między innymi ja (:

Warto zapoznać się:

Etnografia: w dosłownym sensie oznacza opis ludzi [Angrosino 2010, s. 24]. Jest ona sztuką i nauką skupioną na opisie grupy ludzkiej – jej instytucji, zachowań interpersonalnych, wytworów materialnych i przekonań [ibidem, s. 44]. Wspólcześnie etnografia jest nie tylko metodą zbierania danych (opartą na triangulacji kilku metod), lecz również procesem tworzenia i przedstawiania wiedzy (na temat społeczeństwa, kultury i jednostek), opartych na własnych doświadczeniach badacza. Tak rozumiana etnografia nie rości sobie prawa do tworzenia obiektywnych i prawdziwych opisów rzeczywistości, lecz proponuje wersje rzeczywistości opartą na doświadczeniu etnografa, najwierniejszą opisywanemu kontekstowi, przeprowadzonym rozmowom i sytuacją intersubiektywnym, dzięki którym wiedza ta została wytworzona [Pink 2009, s. 34].

Badania jakościowe: są usytuowaną aktywnością, która umieszcza obserwatora w świecie. Składają się z zespołu interpretatywnych, materialnych praktyk, które czynią świat widzialnym. Praktyki te przekształcają świat. Przeobrażają go w serię reprezentacji, takich jak notatki terenowe, wywiady, rozmowy, fotografie, nagrania, uwagi własne. Na tym poziomie badania jakościowe to interpretatywne, naturalistyczne podejście do świata. Oznacza to, że badacze jakościowi badają rzeczy w ich naturalnym środowisku, próbując nadać sens lub interpretować zjawiska przy użyciu terminów, którymi posługują się badani ludzie [Denzin, Lincoln 2009, t.1., s. 23]

Bibliografia:

M. Angrosino, Badania etnograficzne i obserwacyjne, Warszawa 2010; M. Banks, Materiały wizualne w badaniach jakościowych, Warszawa 2009; J. Comaroff, Notes on Anthopological Method, 2004; N.K. Denzin, Y.S. Lincoln, Wprowadzenie. Dzidzina i praktyka badań jakościowych, [w:] Metody badań jakościowych, N.K. Denzin, Y.. Lincoln (red), t. 1, Warszawa 2009; U. Flick, Projektowanie badań jakościowych, Warszawa 2010; C. Geertz, Dzieło i życie, Warszawa 2000; Tenże, Wiedza lokalna, Kraków 2005; D.R. Holmes, G.E. Marcus, Przeformuowanie etnografii. Wyzwanie dla antropologii wspólczesności, [w:] Metody badań jakościowych, N.K. Denzin, Y.. Lincoln (red), t. 2, Warszawa 2009; J.C. Kaufman, Wywiad rozumiejący, Warszawa 2010; M. Kostera, Antropologia organizacji. Metodologia badań jakościowych, Warszawa 2003; S. Kvale, Interviews. Wprowadzenie do jakościowego wywiadu badawczego, Warszawa 2010; Metody badań jakościowych, N.K. Denzin, Y.. Lincoln (red), t. 1-2, Warszawa 2009; S. Pink, Etnografia wizualna. Obrazy, media i przedstawienia w badaniach, Kraków 2009; T. Rakowski, Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy. Etnografia człowieka zdegradowanego, Gdańsk 2009; T. Rapley, Analiza dyskursu i dokumentów, Warszawa 2010; K. Wala, Brikolaż metodologiczny i badania rynku, 2010; A. Wyka, Badacz społeczny wobec doświadczenia, Warszawa 1993.

Podobne:

Reklamy

Informacje o Katarzyna Wala

Jestem antropolożką, animatorką kultury, badaczką jakościową i trenerką. Obecnie piszę rozprawę doktorską z zakresu etnografii sensorycznej (UWr.). Od 2009 r. współtworzę projekt Fonosfera - antropologia zmysłów; zajmuję się również badaniami marketingowymi.
Ten wpis został opublikowany w kategorii antropologia stosowana, badania jakościowe, badania rynku, collaboration, etnografia, fakultet, historia antropologii, materiały do zajęć, metodologia badań, polska antropologia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Antropologia i badania jakościowe

  1. TT pisze:

    Ciekawi wpis :), niedawno podczas pewnego seminarium prof. Kargulowa powiedziała że jej największym szczęściem na akademickiej drodze było to że jej profesorowie byli otwarci na inne nauki. :)

  2. Filip Wróblewski pisze:

    Z tym wszystkim co pisze Kasia niby jest okej, ale nie sposób pozbyć się wrażenia, że jednak coś jest nie tak. Dla mnie źródłem tej zasadniczej wątpliwosci, jak może się zdawać, jest totalizm jednej metody, do rangi której zostaje podniesiona etnografia. Być może zastrzeżenie niniejsze złożyć należy na karb braków formacyjnych z mojej strony, jednakże żyłem dotąd w niejasnym przeświadczeniu jakoby istniała wyraźna różnica terminologiczna, zaś za jej przyczyną swoistość tradycji teoretycznych i badawczych, między kręgami językowo-narodowymi w antropologii. Być może jestem w błędzie, ale jakoś trudno mi myśleć etnografię jako metodę, choć w mym mniemaniu była to zawsze dyscyplina, nauka, dziedzina namysłu, wreszcie rodzaj wyjątkowej perspektywy. Dopiero w jej obrębie zawierały się metody, nie metoda (sic! co prawda wzmiankę na ten temat zwiera końcowa definicja, to zdaje się ona znacząco odbiegać od zaprezentowanego użycia terminu – znaczenie wyznaczane użyciem w kontekście). Rożnica ujęć wskazuje raczej na mechaniczne przeniesienie zakresów znaczeniowych właściwych kręgowi piśmiennictwa anglojęzycznego (co widać choćby po wybitnie nierównych tłumaczeniach książek Pink czy tandemu Hammersleya z Atkinsonem). Jeśli jestem w błędzie proszę o korektę.

    Po drugie, zaprezentowane powyżej podejście jest problematyczne choćby przez totalizującą pretensję. Nie wiem, ale czytając powyższego posta, miałem przemożne wrażenie jak gdyby winniśmy poszukiwać świętego Graala, czyli Metody. Być może znowu mam omamy, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż coś jest na rzeczy – tak w ogóle.

  3. Mysle, ze to kwestia tradycji i nierownych tlumaczen. U nas etnografia to opis podstawowy – opis nie-teoretyczny. Nie wiem, czy w ogole mowi sie o etnografii jako o metodzie (co stanowi skrot myslowy) – calkiem mozliwe, ze tylko ja tak robie. Natomiast siegajac do Pink, Denzina i Lincoln, czy ostatnio Angrosino mozna przeczytac, ze etnografia to triangulacja metod (głownie obserwacja uczestniczaca i wywiad, czasem analiza danych zastanych). Etnografia rozumiana jest takze jako badania w kontekscie, „poznanie tubylczego punktu widzenia”, badania oparte na uczestnictwie i rozmowie, rowniez: badania obserwacyjne.
    Jakkolwiek – ciesze sie Filip, ze zwrociles mi uwage na te kwestie – zdecydowanie musze byc bardziej rozwazna i precyzyjna.

    Swiety graal – mysle ze poszukuje nie tyle METODY (bo metod jest wiele i powstaje ich coraz wiecej), chodzi mi raczej o akt „robienia badan”, ale takze pewna jasnosc w zakresie tego, jak te badania robimy. I nie mysle juz tylko o badaniach akademickich – tu dzialaja inne sily, chodzi raczej o to, jak robic badania na zlecenie, gdy masz malo czasu a chcesz uzyskac odpowiedz na precyzyjne pytania.
    Moze rzeczywiscie przesadzam z tym naciskiem na badania i na odkrywanie (laczenie i przetwarzanie) metod – ale moja wlasna praktyka (rozwniez w zakresie robienia badan marketingowych i na zlecenie dla NGOsow) wskazuje, ze jest to badzo przydatna wiedza/umiejetnosc.

  4. Byc moze rzeczywiscie nalezaloby zrezygnowac z okreslenia „etnografia” na rzecz np. „badań terenowych”? Z drugiej strony, coraz wiecej jest u nas ksiazek, tlumaczonych z ang. w ktorych pisze sie o etnografii. Monika Kostera pisze na przyklad:
    „Etnografia bywa traktowana jako metoda badawcza, moze byc takze widziana jako tradycja metodologiczna. (…) Metoda jet zestawem technik i zasad badawczych, zapewniajacych im spojnosc i dotyczacych wlasciwego zbioru i analiz danych. Tradycja metodologiczna jest czyms wiecej, najlepiej ja rozumiec jako zlozony zestaw zalozen, swiatopoglądów, orientacji, procedur i praktyk. Tradycja naukowa czy intelektualna sugeruje cały sposób zajmowania się nauką, a nie tylko wyborem technik [Prasad, Prasad 1999: 3-4]. Tradycja metodologiczna zawiera w sobie nie tylko techniki, lecz cale metody, skladajace sie z technik i zasad ich stosowania. Jest zatem nadrzedna wobec metod badawczych – stanowi ich zbiór wraz z systemami wartości im towarzyszącymi. Etnografia stanowi rodzaj podejscia do badań terenowych (empirycznych) typu indukcyjnego, czyli polegajacym na zbieraniu materialow empirycznych, a nastenie budowaniu z nich bardziej abstrakcyjnych modeli czy teorii. (…) Etnografia występuje w wielu dyscyplinach nauki, choc wywodzi sie z antropoloii kulturowej i tam zostala najbardziej rozwinięta jako tradycja badawcza. Wszystkie inne dyscypliny czerpia wiec z antropologii metody, teorie, idee i pojecia. Nie oznacza to jednak, ze przez fakt, że prowadzimy badania etnograficzne, przynalezymy do antropologii” [Kostera 2003: 40-41].

    „W naszym rozumieniu termin [etnografia – przyp. K.W.] odnosi sie glownie do konkretnej metody albo do zestawu metod. W swojej najbardziej charakterystycznej formie wymagaja one od etnografa uczestniczenia, jawnego badz ukrytego, w codziennym zyciu ludzi przez dluzszy okres, obserwowania biegu zdarzen, sluchania rozmow, zadawania pytań – jednym slowem wymaga zbierania wszelkich dostepnych danych, ktore rzuca nieco swiatla na kwestie bedace pzedmiotem badan” [Hammersley i Atkinson 2000: 11].

    Osobiscie uwazam, ze etnografie nalezy traktowac jako tradycje metodologiczna, choc czasem moze byc po prostu jedna z wielu metod (badania marketingowe). Co Ty na to Filip?

  5. Filip Wróblewski pisze:

    Obiecałem, że się odezwę, a nie chciałem pisać po łebkach (na czym koniec końców stanie). jeśli kogo przetrzymałem w niepewności, to przepraszam. Nie chcąc silić się na przegląd stanowisk czy wykładni, powiem ja sam tę sprawę widzę. Pojecie etnografii rozumie się u Nas na co najmniej dwa sposoby:

    1a) jest to pojęcie o charakterze historycznym określające dyscyplinę w ogóle (słowo następujące zaraz po ludoznawstwie a bliskie geografii, trąci ono XIX. stuleciem i, co nie bez znaczenia, zdradza silny związek z ówczesnym modelem przyrodoznawstwa/nauk przyrodniczych).

    1b) odwołując się do całkiem sensownej typologii Kazimierza Moszyńskiego, etnografia znajduje uszczegółowienie jako metoda monograficzna, poprzedzająca analizę porównawczą wybranych ludów (etnologia), czy ogólnoteoretyczną spekulację na temat kondycji człowieka oraz ludzkiego bycia w świecie (antropologia).

    2) co takiego dzieje się, że ów termin znika w latach osiemdziesiątych, zastępowany jest „etnologią” lub lepiej „antropologia kulturowa” – możemy się tylko domyślać; pewne za to, że znienawidzony czy wymęczony do znudzenia siermiężny teren pod tym właśnie szyldem (rozumianym jako synonim wstecznictwa) trafia na stos. Jeżeli wraca, to pod ta „upupiona” postacią źle się kojarząc, albo już w rozumieniu Zachodnim jako jedna z metod, bądź ich kombinacja. Zostaje sprowadzony do badania i zapisywania. Sens zmiany najtrafniej uchwyciła chyba Kristen Hastrup.

    Uważam, że dla mnie, tak jak dla wielu innych osób, znaczenie tego pojęcia odnosi się raczej do pierwszego, uogólnionego znaczenia (w każdym razie mniej technicznego aniżeli to preferowane w literaturze anglosaskiej).

    Choć to rzecz na inną jeszcze opowiastkę, zaanonsuję jedynie ciekawy (językowo/myślowo?) prąd objawiający się mówieniem o etnografii/-iach czegoś (np. etnografia mówienia, etnografia przedsiębiorstwa, etnografia krytyczna), w znaczeniu badań terenowych. Obok trendu na antropologizację wszystkiego pojawia się trend równoległy uwierzytelniający pracę u podstaw. Droga złotego środka gdzieś zniknęła…

    Nie wiem czy to satysfakcjonujące, ale chwilowo nic lepszego nie przychodzi mi do głowy.

  6. Pingback: Metoda w antropologii « antropologia za_stosowana

  7. Pingback: Dwugłos w sprawie metody w antropologii « antropologia za_stosowana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s