Potrząsnąć antropologią

Niespełna czterdzieści lat temu, podczas pracy w archiwum Muzeum Antropologii, doszło do krótkiej, acz znamiennej wymiany zdań pomiędzy kwakiutlowską kuratorką i antropolożką Glorią Cranmer Webster a kanadyjskim antropologiem Wilsonem Duff.

Antropolog przeglądał eksponaty znajdujące się w Muzeum, wśród instrumentów znalazł drewnianą grzechotkę w kształcie ptaka. Czyż nie jest piękna? – zapytał. Tak – odpowiedziała Webster. W jaki sposób odczytałabyś jej znaczenie? – dopytywał Duff. Zniecierpliwiona Webster odparła: Cholera Wilson, nie czytam tych rzeczy, ja nimi potrząsam.

Tę krótką anegdotę Elizabeth Edwards, Chris Gosden i Ruth B. Phillips przywołali we wstępie do książki Sensible objects. Colonialism, Museum and Material Culture. Ich zdaniem obrazuje ona dwie tendencje obecne we współczesnej nauce. Z jednej strony, przedmioty postrzegane są jako tekst, którego treść można odczytać; są oglądane, jak eksponaty w muzeum, które zza szyby przedstawiają historię swojej kultury. Z drugiej strony, przedmioty czemuś służą. Dopiero poprzez ich użycie, ucieleśnione i sensoryczne doświadczenie, możemy poznać rzeczywiste (prze)znaczenie rzeczy. W tym kontekście badany jest nie tyle przedmiot w użyciu, co całe doświadczenie „używania” wraz z osobami zaangażowanymi w nie. Zdaniem Edwards, Gosden i Phillipsa, pomimo krytyki Geertzowskiego podejścia do kultury, wciąż wielu współczesnych badaczy czyta przedmioty, tylko nieliczni chcą nimi potrząsać.

Zagrzechoczmy!

Na moim biurku stoi kubek. Jest ciemnożółty w białe kwiaty, kształt których można odczytać dłońmi. Kubek jest dość duży, choć niezbyt głęboki. Mieści w sobie 400 ml kawy lub herbaty, ale i bez tego jest ciężki. Kilka dni temu kupiłam go w hipermarkecie. Nie jest idealny, ale póki co, musi mi wystarczyć, bo po przeprowadzce okazało się, że właściwie nie mam własnych naczyń. Ukochane zostały w poprzednim mieszkaniu, a te zastane w nowym (mimo, iż piękne), to nie do końca mi odpowiadają. Co prawda jeden mniejszy kubek, otrzymany w prezencie, wyglądem i pojemnością idealnie pasuje do „śniadaniowej kawy”, ale na popołudniową jest już za mały. Natomiast żółty kubek jest tak duży, że zanim zdążę wypić herbatę, ta jest już zimna. Te subiektywne spostrzeżenia zebrane podczas zmiany mieszkania wskazują, że kształt i rozmiar naczyń nie jest mi obojętny; liczy się ich kolor, tekstura, a nawet wielkość uchwytów; to jak chronią od swej gorącej zawartości, jak utrzymują ciepło. Bezlitośnie, choć nie zawsze świadomie, oceniam je po tym, jak układają się w dłoniach, jak przylegają do ust, jak napełniają je pokarmem. Zatem na moje związki z przedmiotami wpływ ma nie tylko ich estetyka (ładne / brzydkie), lecz także funkcjonalność oceniana pod kontem ucieleśnionej historii wspólnych relacji, która swoje piętno odznacza zarówno na przedmiotach jak i moim ciele.

Przedmiot w użyciu

Przedmioty stanowią integralną część naszego świata. Od najmłodszych lat uczymy się posługiwać nimi. Towarzyszy temu cielesne doświadczenie ich używania. Osobista historia interakcji z rzeczami kształtuje się poprzez fizyczne właściwości przedmiotów oraz sposoby ich pojmowania zmysłowego. Większość przedmiotów posiada stały ciężar, temperaturę, smak, zapach, dźwięk, jednak są one na różne sposoby doświadczane przez osoby pochodzące z różnych środowisk i kultur. Ludzie uczą się jak używać zmysły (Howes 1991, 2003; Classen 1993). Howes (2003) wskazuje, iż charakter interakcji z przedmiotami jest uwarunkowany kulturowo, wpisuje się w lokalną tradycję doświadczenia zmysłowego. Ten codzienny kontakt z rzeczami kształtuje indywidualną i kulturową pamięć ciała. Również przedmioty posiadają pamięć – odkształcając się, stawiając opór, niszczejąc – zapamiętują nas i nasze działania, z czasem przystosowując się do nich. W ten sposób zmysły i materia wzajemnie się odtwarzają i przetwarzają. Tak powstaje poza-kognitywna, ucieleśniona, zmysłowa pamięć wieloletnich interakcji.

Usuwanie blizn

Każde miejsce ma swoje imię. Imię pochodzi od właściciela miejsca. Kiedyś zajęte przypadkowo, teraz rzadko zajmowane przez kogoś innego. Po lewej M., po prawej mama, naprzeciwko tata, a między nimi A. Ten porządek łamie tylko obecność gości, nieobecność niczego nie zmienia. Stół nosi pamięć wszystkich posiłków; gorących naczyń, które pozostawiły na nim blade blizny; odciski rąk i przedramion; rany wydrapane nożem i widelcem. Byłby cudownym archiwum naszych stosunków rodzinnych, gdyby nie wymagania estetyczne, jakie stawia przed nim mama. Raz na rok lub dwa zanosi go do stolarza, aby ten zdarł z niego zniszczoną warstwę, jak starą skórę. Po kilku dniach wraca do nas, niczym tabula rasa gotowy na przyjęcie nowych/starych historii.

Najważniejszy talerz w domu

Talerz pochodzi z zastawy obiadowej, którą mama – w wianie – 28 lat temu wniosła do domu taty. Gdy byłam mała szczegółowo studiowałam zawartość koszyka, palcami gładziłam wypukłe randy. Najdrobniejsze szczegóły jego anatomii znałam na pamięć, traktując go z czasem jak coś oczywistego, tak jak oczywista jest fizyczność najbliższych. Jednak niedawno, podczas pobytu w domu rodzinnym, ujrzałam go w nowym świetle. A wszystko za sprawą jednej fałszywej nuty.

Z całego zestawu, do dnia dzisiejszego przetrwały tylko niedobitki, cztery małe talerzyki i ten jeden głęboki talerz, o którego kondycję wszyscy bardzo dbam. Bo to jedyny talerz, jaki akceptuje tata. Pozostałe naczynia odtrąca, z góry zakładając, że popsują mu smak rosołu i schabowego. Tylko w nim jest gotów zjeść pierwsze i drugie danie podczas wtorkowego czy niedzielnego obiadu i wigilijnego spotkania. I tak to już trwa, od tych 28 lat. Dlatego, gdy podczas zmywania po jedzeniu, ostatni talerz wydał głuchy dźwięk pękniętego naczynia, mama i M. podniosły głowy znad stołu. Ja natomiast wyciągnęłam aparat i zrobiłam mu zdjęcie. Do rodzinnego albumu. Jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że roli i znaczenia tego talerza nie da się przestawić na papierze, nawet światłoczułym.

Człowiek – przedmiot – zmysły

Mimo pewnych wskazań wysuwanych w ramach antropologii zmysłów, wciąż nierozstrzygnięta pozostaje kwestia, w jaki sposób badać ucieleśnioną, sensoryczną relację ludzi i rzeczy. Istnieje wyraźna potrzeba sformułowania nowych pytań badawczych, stworzenia metod i teorii, zbudowania siatek pojęciowych oraz przedefiniowania tych już istniejących, które pozwoliłyby postawić problem rzeczy w kontekście innym niż konstruktywizm, semiotyka czy teoria dyskursu. Ewa Domańska (2008) wskazuje, że radykalna zmiana w badaniach nad rzeczami może przyjść spoza humanistyki, tj. z dziedzin należących do technonauki (teorie Donny Haraway, Bruno Latoura, Andy’ego Pickeringa) lub sztuki. W podobnym tonie wypowiada się Tim Ingold, Sarah Pink, czy Paul Stoller i in. (zob. też Sensate, Sensory Ethnography Lab). Mimo trwających od dwudziestu lat rozważań nad kształtem etnografii sensorycznej, wciąż wiele postulatów pozostaje tylko na papierze, czekając na swoją realizację. Najbardziej innowacyjne badania w tym zakresie powstają poza akademią.

Marketing sensoryczny

Ardhna Krishna, autorka książki Sensory Marketing. Research on the Sensuality of Products wskazuje, że do niedawna producenci koncentrowali się tylko na wizualnych aspektach produktów, w ten sposób ignorując pozostałe zmysły. Jednak od kilku lat rośnie znaczenie marketingu sensorycznego, którego celem jest intencjonalne stymulowanie zmysłów konsumenta, tak aby zwiększyć jakość i komfort korzystania z produktów i usług, a także stworzyć emocjonalną więź pomiędzy człowiekiem i nabytym przez niego przedmiotem. Jednocześnie nie chodzi tutaj o intensywne pobudzenie wszystkich zmysłów. Bez przerwy jesteśmy stymulowani różnorodnymi bodźcami docierającymi do nas z otoczenia (np. muzyka w sklepach, hałas samochodów, zapachy perfum, środków czyszczących, spalin etc). Dodatkowe dźwięki czy zapachy mogą być męczące lub wręcz odpychające. Stąd potrzeba przemyślanego projektowania sensorium przedmiotów. Krishna proponuje badania umożliwiające doświadczenie produktu z perspektywy konsumenta. W ten sposób można wyodrębnić najważniejsze zmysły, w największym stopniu zaangażowane podczas korzystania z produktu. To pozwala na sensoryczne udoskonalenie przedmiotu i odróżnienie go od innych dostępnych na rynku, już nie tylko na poziomie marki, ale również „zmysłowego doświadczenia”. Dzięki temu np. iPod Touch jest nie tylko ładnym gadżetem służącym do słuchania muzyki, ale dzięki odpowiednim rozwiązaniom technicznym korzystanie z niego, dotykanie ekranu, wprowadzanie poleceń dostarcza użytkownikom wiele przyjemności. Innym przykładem produktu, który odnosi się do kilku zmysłów jednocześnie jest AXE. W reklamie Chocolate Man pobudza jednocześnie zmysł zapachu i smaku, choć oglądając ją nie możemy fizycznie poczuć czy posmakować czekolady.


Nasze ciała posiadają pamięć. Dzięki zmysłom i doświadczaniu, uczą się jak funkcjonować wśród różnorodnych przedmiotów (czy szerzej: bytów ludzkich i nie-ludzkich). To wszystko odbywa się poza naszą świadomością. Stąd nie zawsze potrafimy racjonalnie wyjaśnić, dlaczego pewne produkty są dla nas atrakcyjne, a inne nie. Nie zawsze też jesteśmy w stanie wyartykułować własne sensoryczne preferencje i upodobania. To zaś stanowi największe wyzwanie dla badaczy zajmujących się zmysłami. Jednocześnie badacze społeczni i marketingowcy w badaniach nad relacjami, jakie zachodzą pomiędzy ludźmi, przedmiotami i zmysłami realizują odmienne cele. Antropolodzy zmysłów próbują dotrzeć do tych obszarów ludzkiego i nie-ludzkiego doświadczenia bycia-w-świecie, które do tej pory znajdowały się poza sferą zainteresowań humanistyki. Zadaniem marketingowców natomiast jest nie tylko zwiększenie efektywności sprzedaży produktów i usług, ale także, poprzez stymulację sensoryczną, zwiększenie lojalności konsumentów wobec marki. Ten cel jest wymierny. Sądzę, że największe dokonania w zakresie badań sensorycznych będą miały miejsce w obrębie badań rynku. Dlatego z tak dużym zaciekawieniem nasłuchuję „co w trawie piszczy”.

Zobacz też:

Reklamy

Informacje o Katarzyna Wala

Jestem antropolożką, animatorką kultury, badaczką jakościową i trenerką. Obecnie piszę rozprawę doktorską z zakresu etnografii sensorycznej (UWr.). Od 2009 r. współtworzę projekt Fonosfera - antropologia zmysłów; zajmuję się również badaniami marketingowymi.
Ten wpis został opublikowany w kategorii antropologia stosowana, badania jakościowe, badania rynku, etnografia, krytyka antropologii stosowanej, marketing sensoryczny i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Potrząsnąć antropologią

  1. Pingback: Antropologia przedmiotów « antropologia za_stosowana

  2. kuraaga pisze:

    Świetny blog! Bardzo dobrze się czyta.
    A jeśli chodzi o rzecz – uwielbiam dotykać :) I oznaczać, np stół herbatą, niestety mój mąż nie rozumie i nie podziela mojego upodobania…

  3. Ania pisze:

    Ja nie czytam, ja potrząsam – bardzo mi się podoba ta idea! Naprawdę! :D

  4. mateus pisze:

    ja tez kiedys mialem takie doswiadczenie w jednym z muzeow pytalem czy czuje sie pani zatem konynuatorka tej tradycji zalozyciela muzeum ktory zebral wiekszosc eksponatow stroi ludowych przedmiotow zwiazanych z ta kultura itp ktore pani tzn te zbiory dalej rozwijala zbierajac przez lata kolejne eksponaty, zirytowana moja rozmowczyni stwierdzila ze pan to wszystko nadinterpretuje, jak to kontynuatorka, absolutnie nie. a dla mnie to bylo jasne ze jest kontynuatorka tej tradycji tak jak i cale to muzeum, dziwilo mnie ze odcina sie w ten sposob od zalozyciela tym bardziej ze byl ciekawa postacia i cos tam udalo mu sie zalozyc co pozniej przez lata odciskalo pietna na tym terenie i miescie, co jest juz inna kwestia czy byl to wplyw pozytywny czy negatywny, ale odegralo znaczaca role.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s